Mama z Podhala - o życiu na własnych zasadach
Co znaczy żyć na własnych zasadach, kiedy jest się mamą, mieszka w górach i codzienność pełna jest wyzwań?
W tym odcinku „Szpilki na szosie” Asia rozmawia z Dominiką Korlatowicz – „mamą z Podhala” – o tym, jak wygląda życie aktywnie i po swojemu, kiedy w centrum są jednocześnie: góry, sport, praca z domu i dwójka dzieci.
Dominika opowiada bez lukru: od beztroskiego dzieciństwa na wsi, przez bunt i przerwę od sportu, aż po powrót do ruchu (wspinanie, bieganie, szosa, MTB). Najmocniejszy wątek to jednak macierzyństwo bez rezygnowania z siebie: aktywność w ciąży, powroty po dwóch cesarkach, fizjoterapia, przyczepka rowerowa jako „game changer” i codzienne wybory typu: trening czy pranie, porządek czy spacer.
W rozmowie pada mnóstwo konkretów, które brzmią jak gotowy poradnik dla rodziców:
jak planować trasy i „bezpieczne opcje” z dziećmi,
co realnie działa na bunty (inne dzieci, cel wyprawy, przekąska, zbieranie śmieci),
jak budować nawyki żywieniowe bez „wyścigu śniadaniówek” i bez presji perfekcji,
jak rozsądnie podchodzić do pokazywania rodziny w sieci (i czego nie pokazywać nigdy),
oraz dlaczego natura i wyjście na zewnątrz bywa najlepszym ratunkiem na trudny dzień.
Jeśli myślisz „z dziećmi się nie da”, „nie mam kiedy” albo „muszę wybierać: rodzina albo sport” – ta rozmowa może ci przewrócić perspektywę. A do tego jest pełna scenek z życia (tych zabawnych i tych trudnych), które zostają w głowie i sprawiają, że chcesz posłuchać do końca.
Odcinek Extra (dla subskrybentów)
To jest moja opowieść o pierwszej jeździe na welodromie w Arenie Pruszków – od fascynacji kolarstwem torowym po moment, w którym strach zamienił się w czystą frajdę.
Tłumaczę, czym dla mnie jest 250-metrowy, drewniany owal z bardzo stromymi bandami oraz rower bez hamulców i przerzutek, gdzie kluczowe jest ciągłe pedałowanie.
Największe emocje dopadły mnie jeszcze przed startem: „to jest bardziej strome, niż myślałem” i „jak ja mam tu wjechać bez hamulców?”. Dwie zasady, które od razu uporządkowały mi głowę, to: nigdy nie przestawać pedałować oraz patrzeć tam, gdzie chcę jechać, a nie tam, gdzie się boję. Pierwsze okrążenia były dziwne – fizycznie prawie bez wysiłku, a tętno w kosmosie, bo działała czysta adrenalina.
Przełom przyszedł wtedy, gdy zacząłem jechać coraz wyżej po bandzie. Tor zaczął mnie nieść, grawitacja zaczęła pomagać, a zjazd w dół dał przyspieszenie, jakiego nie znałem z jazdy po szosie. Kulminacją było lotne okrążenie na maksa – sprint, płonące płuca i jedna myśl w głowie: kręć dalej.
Po tym dniu wiem jedno: kolarstwo torowe uzależnia. Jest proste w założeniach, brutalnie szczere i niesamowicie intensywne. Jeśli będziesz mieć okazję pojechać do Areny Pruszków i spróbować jazdy na torze – zrób to. Nawet jeśli się boisz. A może właśnie szczególnie wtedy
Możesz też zdecydować się na wsparcie podcastu w serwisie Patronite. Wystarczy, że klikniesz link:


